Samochody autonomiczne - bardziej science niż fiction?

Ostatnie miesiące pokazują, że koncerny motoryzacyjne i elektroniczne traktują pojazdy autonomiczne jako naturalny kierunek rozwoju transportu drogowego. Ten trend dostrzegają decydenci, a prezydent USA Barack Obama proponuje duże pieniądze na dalszy rozwój.

Technologie wspomagania kierowcy podczas jazdy są już dostępne od dłuższego czasu w samochodach. Aktywne tempomaty, dostosowujące prędkość auta do poprzedzającej je maszyny, systemy zapobiegające kolizjom w warunkach ruchu miejskiego, algorytmy wykrywające zmęczenie kierowcy - to wszystko są funkcje obecne we współczesnej motoryzacji, a będące krokiem w kierunku technologii autonomicznej jazdy.

Firmy prowadzą wyścig, kto pierwszy opracuje całościowy system zapewniający pasażerom i innym uczestnikom ruchu drogowego bezpieczeństwo i możliwość swobodnego przemieszczania się. Założyciel Tesli Elon Musk idzie o krok dalej i stawia tezę, że aby zmniejszyć liczbę ofiar wypadków drogowych należy zabrać człowiekowi odpowiedzialność za prowadzenie i przekazać ją maszynom. Dostrzegając postępujące zmiany producenci składają coraz poważniejsze deklaracje dotyczące autonomicznej jazdy.

"W tym roku wprowadzimy w Japonii pierwszą generację samochodów autonomicznych. W 2018 roku zaprezentujemy drugie pokolenie, a w 2020 roku trzecie. Pierwsza generacja pojazdów będzie się poruszać po jednym pasie ruchu, druga będzie już je zmieniać na autostradach, a trzecia będzie zdolna do autonomicznej jazdy wewnątrz miast" - podkreślał w rozmowie z PAP Technologie wiceprezydent Nissana ds. rozwoju i zaawansowanej inżynierii Takao Asami. Tłumaczył, że samochody japońskiej firmy będą odczytywać znaki drogowe i korzystać z kamer oraz czujników laserowych, czyli rozwiązań już dostępnych we współczesnych samochodach. Dodał, że trwają też prace nad stworzeniem systemu korzystającego z zewnętrznej infrastruktury, która dodatkowo wpłynie na bezpieczeństwo ruchu. Jednak jest to działanie wymagające udziału rządu - ocenił Asami.

Przedstawiciel Nissana przypomniał, że pracując nad samodzielnie nawigującymi samochodami koncerny współpracują także z innymi podmiotami - nie tylko władzami. W przypadku Nissana jest to izraelska firma Mobileye - jak tłumaczy dziennik "Financial Times" "światowy lider w dostawach technologii wspomagających kierowców".

"Mobileye jest pod względem przetwarzania obrazu jedną z najbardziej rozwiniętych firm na świecie. Wiele firm korzysta z ich rozwiązań. Jednak powodem, dla którego z nimi współpracujemy jest potrzeba stworzenia map wysokiej rozdzielczości. (...) Kamery dostarczane przez Mobileye posiadają zdolność do przetwarzania dużych ilości danych, a co za tym idzie do opracowywania map otoczenia samochodu" - tłumaczył Asami. Podkreślił, że dzięki temu rozwiązaniu pojazdy będą mogły szybko reagować na sytuacje drogowe i zmieniające się warunki.

Inną firmą, która prowadzi zaawansowane prace nad technologią autonomicznej jazdy jest Volvo. Koncern prowadzi od pewnego czasu testy w ruchu drogowym Goteborga. Producent podkreśla zresztą, że wprowadzany w tym roku do sprzedaży model S90 będzie wyposażony w funkcje półautonomicznej jazdy.

"Zapowiedzieliśmy wcześniej, że dostarczymy 100 samochodów dla klientów w Goteborgu w 2017 roku. Samochody są już gotowe i obecnie testujemy je na ulicach miasta, jednak z udziałem inżynierów siedzących za kierownicami. Zaprezentowaliśmy niedawno funkcję Pilot Assist II, która działa przy prędkościach do 130 km na godzinę. Dzięki temu zrobiliśmy duży krok w kierunku półautonomicznej jazdy. Dokonaliśmy tego dzięki dwóm czujnikom - zamontowanymi z przodu kamerą i radarem" - tłumaczył PAP Technologie wiceprezydent Volvo Peter Mertens.

Podkreślił jednak, że przejście poziom wyżej wymaga zastosowania bardziej złożonych rozwiązań potrzebujących większej liczby np. kamer rejestrujących otoczenie wokół pojazdu, radarów dalekiego i średniego zasięgu oraz laserów skanujących otoczenie.

"Dzięki nim pojazdy będą mogły podejmować właściwe decyzje, czy to dotyczące hamowania, czy omijania przeszkód, przyspieszania i dostosowywania się do natężenia ruchu. Wydaje się, że są to sprawy trywialne, jednak prawda jest taka, iż są one bardzo skomplikowane - na przykład załóżmy, że na drodze znajdzie się plastikowa torba - samochód musi w ułamku sekundy zdecydować, czy nie jest to przypadkiem kamień, a następnie podjąć decyzję, czy najechać na przedmiot, czy go ominąć. Dlatego potrzeba nam tylu czujników. Obecnie wykrywamy linie pasa ruchu i samochody jadące z przodu i w tym obszarze osiągnęliśmy pełną autonomię. W 2017 roku będziemy przetwarzać znacznie więcej informacji" - podkreślił Mertens. Przyznał również, że jego firma również blisko współpracuje z Mobileye.

Wiceprezydent Volvo zwrócił także uwagę, że wprowadzenie na drogi autonomicznych samochodów wymagać będzie też zmian w technologiach nawigacyjnych i przetwarzania informacji drogowych np. natężenia ruchu, ostrzeżeń o korkach czy innych utrudnieniach.

Więcej na: http://www.forbes.pl/samochody-autonomiczne-bardziej-science-niz-fiction,artykuly,203480,1,2.html